środa, 22 stycznia 2014

Rozdział 9



         Minął tydzień. Ten dzień nadszedł dosyć szybko. Jednak nie dla mnie. Chciałabym tu zostać. Chciałabym choć na chwilę zatrzymać czas. Jednakże nie da rady to zrobić. Ta wioska zawsze była dla mnie czymś więcej niż zwykłym miejscem zamieszkania. Zawsze, kiedy tu przybywałam, czy to na wakacje, czy podczas misji, zawsze szłam w pewne miejsce. Miejsce, które ukochałam sobie najbardziej. Widok z niego było, jest i będzie zawsze piękne.

          Wspięłam się na wzgórze. Dzisiejsza noc jest ostatnią tutaj. Musiałam przyjść. Ciemne niebo z miliardami złoto- białych gwiazd, przylepionych, oraz wielki rogalikowaty księżyc. Westchnęłam, stając na skarpie, podpierając się przy okazji wielkiego, sędziwego pnia drzewa. Zaczarowane miejsce. Dookoła cicho szumiał wiatr, bawiąc się moimi włosami. Świetliki zabawiały się po między spadającymi listkami. Za tym wszystkim pojawił mi się przed oczami widnokrąg na miasto. Uśmiech pojawił mi się na ustach. Kocham takie miejsca. Szczególnie nocą. Wtedy to zawsze wydawało mi się piękniejsze. W Konoha często przebywałam nocą na wzgórzu Hokage. Zjechałam dłonią po drzewie puszczając je i przycupując.

          - Pięknie tu, prawda? - Usłyszałam. Aż podskoczyłam, słysząc to ciche pytanie. Obróciłam głowę o trochę ponad sto osiemdziesiąt stopni, aby dojrzeć kto to mówi. Męska sylwetka wyłoniła się z za krzaków. Oświetlający księżyc ukazał srebrno - seledynowe włosy, oraz szczupłą posturę przyjaciela. Odetchnęłam z ulgą na głos.

          - Nigdy więcej tak nie rób! - Warknęłam na niego, nadymając wściekła policzki i odwracając głowę na powrót, na swoje miejsce. Założyłam ręce pod piersiami, po czym usiadłam po turecku. Cóż musiałam teraz nieźle przypominać rozwydrzonego dzieciaka, który obraża się o coś, ale no sorry, musiałam to zrobić, żeby rozładować atmosferę.

          - Dobrze, dobrze, tylko się nie obrażaj ponownie... - Zrobił parę kroków w moim kierunku, na co ja zareagowałam w sposób następujący: uniosłam rękę w jego kierunku, wyprostowałam ją i rozpłaszczyłam palce w taki sposób, by pokazywały "Stop, nie podchodź.". - Ech.... A już myślałem,  że będzie łatwiej niż ostatnio. - Wymamrotał cicho. Zachichotałam, mrużąc przy okazji oczy. Westchnął tylko, rozluźniając się i podchodząc. Usiadł obok mnie. - Sakura, co jest?

          - Nic. - Odpowiedziałam smętnie, spoglądając w ciemne niebo. Przytuliłam się do swoich kolan, oplatając je ramionami. Podbródek ułożyłam między nimi. - Po prostu nie chcę dopuścić do pewnych wydarzeń, jakie miały miejsce tutaj sprzed laty. - Wymamrotałam po dłuższej chwili ciszy. Suigetsu miał chwilowo spojrzenie zagubienia na twarzy, jednakże, kiedy ono zniknęło, zrobił parę kroków, stając obok mnie.

         - Mów. - Zażądał. Pokręciłam głową na boki. Nie mam zamiaru opowiadać mu o swojej przeszłości. Jemu, ani nikomu. Przynajmniej nie chcę się zwierzać z tych wspomnień. Bo one bolą. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać. - C.. Co ci? Sakura.! - Hozuki nie wiedział co się dzieje. Potrząsnął mną mocno, chcąc zwrócić na siebie moją uwagę. Odwracałam wzrok za każdym razem kiedy próbował odwrócić moją twarz w swoją stronę, bym spojrzała na niego. Wspomnienia zalały mój umysł, pokazując mi się w slajdach. Przybycie do wioski, spotkanie Itachiego, porwanie, ucieczka i powrót. Minęły dwa lata od tego czasu...

          - Zostaw mnie.! - Warknęłam w kierunku chłopaka, wyrywając mu się z uścisku. Wstałam, ruszając przed siebie. Nie wiem, co mam myśleć. Cholernie mnie to irytuje. Nie chcę mieć takich wspomnień. Nie chcę! Wytarłam policzki, po czym zrobiłam rozbieg i wskoczyłam na pierwsze lepsze drzewo. Potrzebuję trochę spokoju. Muszę wszystko przemyśleć.


***

          Westchnąłem, wstając. Dziś nareszcie wychodzę z tego popieprzonego szpitala. Nienawidzę takich miejsc. Ech... Gdybym tylko mógł się teleportować, to by mnie tu już od długiego czasu nie było. Cóż. Mówi się trudno. Po pomieszczeniu rozległ się odgłos otwieranych drzwi, a potem kroków. Delikatnych i szybkich. Nie odwróciłem głowy, ani własnego ciała, by sprawdzić kto to jest. Doskonale wiedziałem.

          - Czego? - Zadałem chłodno pytanie.

          - Gówna psiego. Sakura zniknęła. - Mitsu zawsze była wyszczekana. Co dosyć mocno mnie irytowało. Zmrużyłem oczy, zamyślając się nad tym co mi przekazała w drugiej części jej wiadomości. Skrzywiłem się nieznacznie, odwracając się łaskawie w stronę rozmówczyni.

          - Gdzie ostatnio była widziana? - Teraz ja zadałem pytanie. Hatsune stała z założonymi rękoma i patrzyła się na mnie ostrym spojrzeniem, na które się skrzywiłem. Nienawidzę jej humorków. Po dłuższej ciszy, ponownie zapytałem. - Odpowiesz mi w końcu? - Moja cierpliwość także ma granice. Szkoda tylko, że ona nie umie tego uszanować.

          - Na wzgórzu, przy południowej bramie. - Odpowiedziała. Skinąłem głową na znak, że rozumiem. Wyjąłem z małej komódki moją podręczną broń, oraz stojącą obok niej katanę, po czym ruszyłem w kierunku otwartego okna, przez które wyskoczyłem na drogę. Kierowałem się teraz na południe. Jeżeli jej się coś stanie, nie wiem co wtedy zrobię. Mimo wszystko jest w mojej drużynie. I jestem za nią odpowiedzialny.

________________________________________________

I tak oto kończę rozdział 9. Boże, przepraszam za tak wielką przerwę! Już wyjaśniam co się stało. Najpierw komp mi padł,a potem był brak weny twórczej i brak czasu na napisanie czegokolwiek. Co się zabierałam za to, nie miałam pomysłu na zakończenie, bądź rozwinięcie tego wszystkiego. A potem przyszły prace i egzaminy semestralne -.- Horror normalnie!''
Cóż, w następnym rozdziale czeka was opowieść Sakury, a dokładniej jej wspomnienia sprzed dwóch lat. Będzie to taka mała kontynuacja tego, co zostało wymienione ^^'
Nie mam pojęcia kiedy będzie następny rozdział, ale postaram się jak najszybciej. :3
See You :3

Obserwatorzy